O autorze
Rocznik 80, torunianin. Skończyłem III LO w Toruniu, studiowałem politologię na UMCS w Lublinie. Jestem przedsiębiorcą, doradcą biznesowym, mężem, i tatą. Prowadziłem swój biznes na Starym Mieście. W 2011 roku kandydowałem do Sejmu z listy Ruchu Palikota. W 2018 roku kandydowałem do Rady Miasta Torunia z listy My Toruń.

Poza działalnością biznesową i organizacyjną obserwuję i niekiedy komentuję naszą rzeczywistość — tą krajową, ale też tą lokalną. Pisałem felietony do toruńskiej Gazety Wyborczej, Gazety Pomorskiej i portalu Dzień Dobry Toruń.

Metoda D'Hondta krzywdzi samorządy

Ratusz Staromiejski w Toruniu
Ratusz Staromiejski w Toruniu Curioso Photography, Adobe Stock, lic. standardowa
Wybory samorządowe 2018 pokazują jedno bez cienia wątpliwości. Używana w Polsce metoda ustalania podziału mandatów — metoda D'Hondta krzywdzi samorządy. W tych szczególnych wyborach powinniśmy stawiać na większe odzwierciedlenie preferencji wyborczych, a nie tuczyć i tak tłuste koty.

Metoda D’Hondta to metoda, która jest stosowana do ustalania podziału mandatów (np. radnych) w systemach wyborczych opartych na wielomandatowych okręgach wyborczych, ordynacji proporcjonalnej i na listach partyjnych. Nazwa metody wzięła się od nazwiska belgijskiego matematyka Victora D’Hondta. Została stworzona w 1878 roku.

Działa ona w zasadzie w prosty sposób. W pierwszym kroku ustalamy, które komitety wyborcze przekroczyły próg wyborczy – w Polsce mamy trzy progi wyborcze. Pierwszy to 0% i dotyczy on komitetów tworzonych przez mniejszości narodowe i etniczne. Drugi, najbardziej znany, to 5% i dotyczy on wszystkich innych komitetów. Jest też próg trzeci, wynosi 8%, i taki muszą przekroczyć komitety koalicyjne. Tylko komitety, które przekroczą progi wyborcze, uprawnione są do wzięcia udziału w podziale mandatów (np. radnych). W Toruniu pula mandatów Rady Miasta wynosi 25. Są one podzielone na 4 okręgi wyborcze. O ile przekroczenie progu w wyborach samorządowych ustala się w oparciu o całościowy wynik komitetu w mieście (gminie), tak w przypadku podziału mandatów bierzmy pod uwagę wyniki otrzymane przez komitety w danym okręgu. Kolejnym działaniem zmierzającym do ustalenia ilości zdobytych mandatów jest obliczenie kolejnych ilorazów pomiędzy całkowitą liczbą głosów uzyskanych przez dany komitet a następującymi po sobie liczbami naturalnymi, czyli tzw. ilorazy wyborcze.

O podziale miejsc pomiędzy komitetami decyduje wielkość obliczonych w ten sposób ilorazów. Do tego miejsca mechanika jest identyczna jak w przypadku innej metody, o której niżej wspomnę, tj. metody Sainte-Laguë. Różnica między nimi jest również jednak prosta. W przypadku metody D’Hondta kolejne ilorazy otrzymujemy dzieląc wynik wyborczy danego komitetu przez kolejne liczby całkowite (1, 2, 3, 4, …), zaś w przypadku metody Sainte-Laguë kolejne ilorazy otrzymujemy dzieląc wynik wyborczy danego komitetu przez liczby nieparzyste (1, 3, 5, 7, …). Niekiedy w metodzie Sainte-Laguë stosowane są modyfikacje, najpopularniejszą zaś jest zmiana dzielnika 1 na dzielnik 1,4.


Tyle teorii. Teraz czas na praktykę. Jakie ma bowiem znaczenie zastosowana taka, lub inna, metoda ustalania podziału mandatów? Wszystko sprowadza się do stopnia w jakim podział mandatów odzwierciedla preferencje wyborcze (faktyczne wyniki wyborów) społeczeństwa. Metoda D’Hondta jest metodą, która preferuje i dodatkowo wzmacnia komitety, które otrzymały najwyższe wyniki, i czyni to kosztem komitetów mniejszych. Metoda Sainte-Laguë z kolei odzwierciedla preferencje dokładniej (chociaż wciąż niedoskonale) i jest to metoda, która preferuje komitety średnie i mniejsze. Warto w tym miejscu także zwrócić uwagę na to, w jaki sposób rozkłada się nominalny próg wyborczy (wspomniany wyżej), a jaki jest efektywny próg wyborczy (czyli ten, który daje mandaty).

W wyborach samorządowych 2018, w moim rodzinnym Toruniu, cztery komitety wyborcze przekroczyły nominalny próg wyborczy:
• KW Koalicja Obywatelska zdobył 29,86% wszystkich głosów,
• KW Prawo i Sprawiedliwość zdobył 23,02% wszystkich głosów,
• KWW Michała Zaleskiego zdobył 27,70% wszystkich głosów,
• KWW My Toruń zdobył 9,80% wszystkich głosów.
Trzy pozostałe komitety nie przekroczyły nominalnego progu wyborczego i tym samym nie brały udziału w podziale mandatów.

Jak zatem wyglądało ustalenie wyników wyborów w Toruniu, i podział mandatów, w oparciu o metodę D’Hondta?

Wyróżnione w tabelkach wyniki to właśnie uzyskane mandaty — najwyższe ilorazy w danym okręgu. Ich różna liczba w okręgach wynika z różnej liczby mandatów w każdym z okręgów.

Wnioski? Trzy największe komitety wyborcze podzieliły się praktycznie całą pulą mandatów (w sumie 24 z 25). Komitet, który zdobył niemal 10% głosów musi zadowolić się 1 mandatem. Co więcej — wyniki pokazują, że efektywny próg wyborczy był znacznie wyższy niż wspomniany próg nominalny, dopiero zbliżenie się do wyniku 12% w danym okręgu gwarantowało zdobycie mandatu. 96% mandatów przypadło komitetom, które zebrały 80% głosów, 10% wyborców reprezentowanych jest przez 4% mandatów, a kolejne blisko 10% wyborców w ogóle nie ma swojej reprezentacji w Radzie Miasta.

Jak jednak by to wyglądało gdyby wyniki wyborów i podział mandatów odbywał się w oparciu o metodę Sainte-Laguë (niezmodyfikowaną)?

Ponownie wyróżnione w tabelkach wyniki to właśnie uzyskane mandaty — najwyższe ilorazy w danym okręgu. Ich różna liczba w okręgach wynika z różnej liczby mandatów w każdym z okręgów.

Wnioski są jasne. Wszystkie cztery komitety partycypują w podziale mandatów. Efektywny próg wyborczy jest zbliżony do progu nominalnego. Komitet mający niecałe 30% poparcia bierze 32% mandatów, komitet, który zdobył blisko 28% poparcia zdobywa 28% mandatów, komitet, który poparło 23% wyborców bierze 24% mandatów, i w końcu komitet dysponujący blisko 10% poparcia zgarnia 16% mandatów, zaś ponownie ok. 9,5% wyborców pozostaje bez reprezentacji (to jest "zasługa" minimalnego progu wyborczego).

W sposób oczywisty zauważyć można, że wzmocniony został komitet najmniejszy. To jest niedoskonałość. Jednak znacznie bardziej sprawiedliwie rozkłada się podział preferencji pomiędzy pozostałe komitety, a do prac w Radzie Miasta dopuszczonych zostaje większa reprezentacja różnych idei.

Partycypacja jest w samorządach bardzo ważna. To właśnie w obrębie swych małych ojczyzn mamy najwięcej do powiedzenia, chcemy w jak najpełniejszy sposób wpływać na to co się wokół nas dzieje. Zwiększając udział mieszkańców w pracach Rady Miasta, czy szerzej w mieście, budujemy prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. Tworzymy grupy zaangażowanych aktywistów i społeczników, którzy najlepiej wiedzą co jest najlepsze dla ich okolicy. Wielkie komitety (głównie partyjne), które na samorządy przenoszą walkę z warszawskich salonów, nigdy nie będą miały takiej wiedzy, jaką mają sami mieszkańcy, a co najważniejsze (bo fakt, mogą do rady wysłać ze swych list tych właśnie mieszkańców) nigdy nie będą miały takiego interesu, jak samoistnie powstające komitety miejskie/gminne. W samorządzie nie ma bowiem miejsca na wielką politykę. W samorządzie najważniejsi są mieszkańcy. Ale kiedy 20% mieszkańców miasta pozbawionych jest odpowiedniej reprezentacji w Radzie Miasta to trudno mówić o prawdziwej demokracji i partycypacji mieszkańców.

Metoda D'Hondta krzywdzi samorządy. Pozbawia mniejsze komitety prawa do bycia reprezentowanymi w najważniejszym gminnym gremium. Powinniśmy szukać lepszych rozwiązań, jak choćby to, które pokazałem w kontrze do wyników oficjalnych. Oczywiście, żadna z metod opartych o system proporcjonalny nie jest doskonała. Szukajmy jednak. Metod jest wiele.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...