O autorze
Jestem żonaty, mam dwie córki i od urodzenia jestem Torunianinem. Kocham Sudety i Bieszczady, polskie jeziora i Półwysep Helski. Interesuję się i komentuję politykę samorządową, polską i międzynarodową.

Tryumfujący Erdoğan — demokracja w służbie autorytaryzmu

http://beforeitsnews.com/
Wojskowe zamachy stanu w Turcji nie są niczym nieznanym czy specjalnie szokującym wydarzeniem. Od czasów Mustafy Kemala Atatürka, uznawanego za ojca nowoczesnej i laickiej Turcji, armia wiele razy występowała przeciwko rządom, które uznała za zbyt islamistyczne. W dzisiejszej tureckiej konstytucji zapisana jest specjalna rola armii, jako stojącej na straży świeckości państwa. Tegoroczny pucz się jednak nie udał, to fakt.

Recep Tayyip Erdoğan, Prezydent Turcji od 2014 roku (a wcześniej wieloletni premier, a także burmistrz Stambułu), rozgrywa nieudany zamach koncertowo. Efektem nocnych wydarzeń jest... aresztowanie kilku tysięcy sędziów i prokuratorów, a w tej liczbie także sędziów trybunału konstytucyjnego. To także twarda rozprawa z opozycją, oraz zamknięcie bazy lotniczej İncirlik, która jest kluczowa dla ataków koalicji na Daesh, a na terenie której Amerykanie składują ok. 70-90 sztuk bomb nuklearnych.



To, że w efekcie wydarzeń i "obrony demokracji przed puczystami" zostaje ta demokracja właśnie ograniczana, to znak naszych czasów. Ludzie nie rozumieją demokracji i jej mechanizmów. Funkcjonując w coraz bardziej zróżnicowanym społecznie świecie, przeładowanym emocjami, wiadomościami i przemocą, poszukują oparcia w silnych jednostkach — wodzach. Tak było w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku (efekt skutków pierwszej wojny światowej i kryzysu ekonomicznego po 1929), tak jest dziś (efekt kryzysu 2008, terroryzm, medialny szum informacyjny, w którym przedstawianie idei i wartości zostaje zastąpione tanią rozrywką i niezrozumiałym bełkotem pseudo ekspertów). Erdoğan nie jest pierwszym politykiem w historii świata, który sięga do mechanizmów demokratycznych w celu... demokracji ograniczenia, czy wręcz obalenia.

Turcja to przykład. Ale takich Erdoğanów mamy także przecież i na Węgrzech, i w Rosji, i w Polsce. Za moment możemy mieć też w Austrii czy w USA i Francji. Europa, targana dodatkowo kryzysem imigracyjnym (przekroczona została pewna masa krytyczna, skutkiem czego mamy efekt spill over i samonakręcania się piętrzących się problemów) zmierza na pełnym gazie do katastrofalnej w przyszłych skutkach zagładzie idei Zjednoczonych Stanów Europy.

Żyjemy w arcyciekawych czasach. Nie jestem tylko pewien, czy to dobrze...
Trwa ładowanie komentarzy...