Lewicowy szach mat

Kiedy pięć lat temu Janusz Palikot ze sceny w Sali Kongresowej wcisnął „start” i z okrzykiem „STOP OBŁUDZIE” ruszył po miejsce w Sejmie wydawało się, że w końcu w Polsce budowana jest partia, która rzeczywiście może coś zmienić. Ruch Palikota wszedł do Sejmu z 10% poparciem, czterdziestoma kilkoma mandatami i potężną szansą na zdobycie posłów kolejnych. Odcięcie się od SLD, flirtowanie z postępowym skrzydłem PO, poważna i ciekawa oferta dla mieszkańców Polski – miały sprawić, że Polska będzie nowoczesna, tolerancyjna, i świecka. Siłą napędową byli przedsiębiorcy, liberalnie nastawiona młodzież, która miała dość 4 letnich rządów PO, i wszyscy Ci, którym na sercu leżało dobro kraju. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, szybko zweryfikowała zarówno możliwości Ruchu Palikota, jak i faktyczną jakość lidera.

Dziś, krajobraz po burzy, jest w pewien sposób zatrważający. W minionych 26 latach, nawet kiedy z postkomunistyczną SdRP i późniejszą koalicją SLD, nikt w Sejmie nie chciał rozmawiać i była ona izolowana to nikomu nie śniło się, że koniec końców lewicy w Sejmie nie będzie. Miller faktycznie pokazał jak się kończy – ze smutkiem, szokiem, w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Totalna niemoc lewej strony sceny politycznej do wykreowania rozpoznawalnych i szanowanych liderów to jedna i główna przyczyna upadku lewicowych formacji. Upadek, którego crescendo towarzyszyło nam w minionych czterech latach, swoją genezę ma w tym samym roku, w którym powstał więc Ruch Palikota, ale i wydarzyła się katastrofa smoleńska eliminująca z życia Polski i lewicy takie osoby jak Izabela Jaruga-Nowacka czy Jerzy Szmajdziński.

Wojna na lewicy, którą w 2011 w nowym Sejmie rozpętali Palikot z Millerem musiała się źle skończyć. Lewica zamiast skupić się na tym by osłabiać PO poprzez dążenie do oderwania jej lewego skrzydła, budowę tożsamości i rozpoznawalności nowych osób, koncyliacyjne podejście do współpracy z władzą w celu przeprowadzenia przez parlament chociaż kilku dobrych i słusznych projektów, wdała się w niekończącą się pyskówkę z PiS i sobą wzajemnie. Miller najeżdżał na Palikota, Palikot na Millera. W tle narastał konflikt personalny w jednej i drugiej partii – odeszli więc Napieralski, Rozenek, Biedroń, Grodzka, kilkudziesięciu posłów i setki działaczy terenowych, którzy zwyczajnie poczuli się oszukani.

Palikot obiecywał modernizację i zerwanie z obłudą, a zafundował nam wszystkim spektakl absurdu, kolejne wolty i zmiany akcentów, mariaże z Ikonowiczem, koniunkturalizm. Przyczyny słabych notowań naprawiano poprzez zmiany nazw, dalsze ataki. Zabrakło refleksji. Zabrakło przystanięcia i posłuchania co o tym wszystkim mówią działacze – i jak kiedyś, w 2010 roku, oparcia siły partii o działaczy tych rozsądek, wnikliwość i wiedzę z pierwszej ręki. Bo to nie Palikot i urwany z kosmosu Zarząd Krajowy rozmawiali z Polakami, to działacze – częstokroć musząc przy okazji tłumaczyć się z kolejnych wolt i wyskoków swojego lidera.

Kiedy partia Twój Ruch decydowała o poparciu Janusza Palikota w wyborach prezydenckich Andrzej Rozenek dość bezceremonialnie zaproponował wówczas postawienie na Barbarę Nowacką. Palikot odrzucił tę propozycję tłumacząc, że Basia nie ma rozpoznawalności, że będzie dobrze, że wybory dadzą partii współrządzenie. Sama Nowacka propozycję również odrzuciła będąc jakoby nie przygotowaną. Jaki wynik był wiadomo. Natomiast w tym kontekście zabawną staje się analiza jednego z lewicowych rozmówców z wczorajszego wieczoru wyborczego - prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który stwierdził wprost – Basi Nowackiej zabrakło czasu by zbudować rozpoznawalność. Co by zatem było gdyby to zamiast Palikota wiosną w wyborcze szranki stanęła właśnie ona? Przekonany jestem, że nie dość, że zrobiłaby wynik lepszy od Palikota, to jeszcze dziś Zjednoczona Lewica cieszyć by się mogła z dwucyfrowego wyniku wyborów do parlamentu. I to wyniku, w którym dwóch cyfr nie rozdziela przecinek…

Miller i Palikot są odpowiedzialni za porażkę wyborczą Zjednoczonej Lewicy, odpowiedzialna jest tez Nowacka – lider musi sięgać po to na czym mu zależy a nie krygować się, skrywać za serdecznym uśmiechem, udawać, że „nie chce”. Miller i Palikot zapomnieli, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi – a wariant z szeroką lewicową koalicją lewica skonsumowała już w latach 90. Obaj panowie zapomnieli też, że lewicowa wrażliwość to rozmowa z ludźmi, a nie mówienie do ludzi. Obietnice, niejasne decyzje kadrowe, problemy z rozliczaniem dotacji budżetowej, dziwne eksperymenty z współprzewodniczeniem partii, zignorowanie działaczy i ich głosów, brak skutecznego upomnienia się o pamięć Barbary Blidy (której tragiczna śmierć urosła do rangi lewicowego symbolu), całkowite pominięcie budowania narracji historycznej (czyli tego co z wielkim powodzeniem PiS czynił przez minionych osiem lat) – to zaniedbania jednej i drugiej partii. Nie jest przyczyną fatalnego wyniku Zjednoczonej Lewicy pojawienie się na scenie partii Razem. Na znalezienie się pod progiem wyborczym Miller i Palikot pracowali dzielnie przez minione cztery lata. Razem powstała pół roku temu, i jedyne co jest jej udziałem to szerokie otwarcie drzwi by Miller mógł wyprowadzić sztandar.

Upadek lewicy, w jej dotychczasowym wydaniu, rozpoczął się w kwietniu 2010 roku. Korodowała ona przez ostatnie pięć lat, a gubienie kolejnych części i sygnały alarmowe były ignorowane. Odejścia posłów, fatalne sondaże, wyniki wyborów samorządowych rok temu… a potem eksperymenty z kandydatką Ogórek, brak rozliczeń po wyborczej klęsce obojga kandydatów, i w końcu flirt z OPZZ i nagły wybuch „miłości” między Palikotem a Millerem.

Dziś lewicę w Polsce czeka pozasystemowe katharsis. Każdy kryzys to także szansa – w tym wypadku by oczyścić szeregi obu partii z karierowiczów i zawodowych polityków. By w rzeczywistości bez politycznych fruktów wykuć nowych ideowych liderów. By stworzyć spójny projekt, program, ofertę dla tej wielkiej rzeszy Polaków, którzy w nowym Sejmie nie będą mieli swojej reprezentacji. A jest o co walczyć – o 50% społeczeństwa, która nie poszła w ogóle głosować, oraz 10-12%, która znalazła się z ręką w nocniku w wyniku wzajemnego zaszachowania się przez ZL i Razem. To jest możliwe, na to jest czas. Zegar zaczął odliczać wczoraj o 21.
Trwa ładowanie komentarzy...